Cornelia Accardi, 22 lata, nauczycielka języka polskiego
Kiedy ktoś spogląda na nią przypadkiem, przemyka wzrokiem po jej markowych ciuchach, delikatnych rysach twarzy, postawie godnej panienki z dobrego domu, przyjmuje, że Cornelia jest kolejną dziewczyną, która śpi na pieniądzach rodziców, bawi się i o nic nie musi dbać. Oczywiście niewiele jest rodzin, w których ten schemat może się zrealizować, a już na pewno nie w rodzinie Accardich.
Przede wszystkim należy powiedzieć, że Corneli pieniędzy i wygód nigdy nie brakowało, ale niewiele miała czasu, żeby się tym wszystkim cieszyć. W perfekcyjnej rodzinie powinny rodzić się tylko idealne dzieci i, zgodnie z tą myślą, dziewczyna jako jedynaczka musiała spełniać wszystkie oczekiwania rodziców. To nie było łatwe - wymagało wiele nauki, ćwiczeń i zainteresowania się sprawami, które nieszczególnie kuszą młody umysł. Musiała być najlepszą uczennicą, najlepszą tancerką, najgrzeczniejszą wśród rówieśników. Kolejną sprawą było towarzystwo, które zwyczajnie nudziło Cornelię. Mimo tego dziewczyna wszystko przyjmowała ze spokojem i pokorą, nie kłóciła się ani nie buntowała. Doceniała fakt, że większość ludzi może tylko pomarzyć o luksusach, które ona miała na co dzień.
Pierwszy raz sprzeciwiła się, kiedy zamiast iść na prawo, zdecydowała się na filologię polską. Ostatecznie jednak uznano, że studia lingwistyczne do niej bardziej pasują, a zarabianiem pieniędzy powinien zająć się jej przyszły mąż i sprawa ucichła. Dziewczyna wyjechała na studia, a po trzech latach wróciła do Wenecji. Znalazła pracę jako nauczycielka. Nie zarabiała wiele, ale nadal mieszkała w domu i nie potrzebowała ogromnej pensji, którą w całości mogła przeznaczyć na swoje zachcianki. Zaocznie postanowiła robić studia drugiego stopnia, chociaż rodzice nalegali, żeby się ustatkowała i dbali, aby nie ominęła żadnego ważnego wydarzenia towarzyskiego. A Caroline wolałaby wyjechać i rozwinąć skrzydła gdzieś daleko od domu, nie potrafiła jednak zaprotestować. Cicha i skryta nie miała odwagi, żeby przeciwstawić się rodzicom. Bardziej nieśmiała niż dumna, nie odnajdywała się wśród ludzi zbyt dobrze, a kontakty nawiązywała z trudnością.
Drugi raz zbuntowała się w mało znaczącej kwestii, ale kłótnia, która z tego wybuchła, była większa niż przy wyborze studiów. Caroline pomalowała włosy na niebiesko. Matka próbowała ją namówić do przemalowania, obcięcia czy.... zrobienia czegokolwiek, żeby nie były niebieskie, ale Caroline odcień szczególnie przypadł do gustu i stanęła przy swoim, chociaż rodzice byli obrażeni na nią przez następny tydzień.
Tak oto dziewczyna cicha niczym cień przemyka się uliczkami i nie zwraca na siebie zbyt wielkiej uwagi ludzi.... póki nie zauważają jej upiętych w kok niebieskich włosów.
Marzy, żeby poznać ludzi i posmakować życia. Marzy o miłości i doświadczeniu. Marzy, żeby poczuć się całkowicie wolną, ale.... brakuje jej odwagi do życia.
[Witam się i zapraszam do Corneli :)]
[Witam serdecznie. :3 Hm, ja w sprawi wątku. :> może Carmen poprosiłaby Cornelię o lekcje polskiego dla Iana? ;3]
OdpowiedzUsuńCarmen.
[Witam ładnie i życzę dużo weny! ;3 Nasze postaci różnią się tak bardzo, że chyba raczej nie da się ich połączyć.]
OdpowiedzUsuńRosa
[ Siema i zycze powodzenia :) W razie czego zapraszam pod kp;)]
OdpowiedzUsuńRasul
[ Moze robilby zdjecia, a ona by wpadla/wjechala lub cos i spadlby aparat i dupa blada bo rozpadlby sie ? I on z lekka zdenerwowany i pozniej spontan?]
OdpowiedzUsuńRasul
[Wszyscy łapią ją na kradzieży, zaraz wyjdzie ze jest kiepskim kieszonkowcem. xD Może jednak spróbujmy coś innego, ale nie mam pojęcia co. Bo na herbatkę by się zdecydowanie Rosa nie zgodziła.]
OdpowiedzUsuńRosa
[Hm, w sumie to później juz by się mogło wymyślić dalej co będzie się działo w wątku. Jak myślisz? ;)]
OdpowiedzUsuńCarmen
[To najwyżej zaczniemy wątek od nowa, albo będziemy na siłę jakiegoś pomysłu szukać. W sumie później nasze postacie mogłoby się ze sobą zaprzyjaźnić, a później możemy wymyślić coś mega pokręconego.;D.
OdpowiedzUsuńŻeby już nie przedłużać zacznę. Mam nadzieję, że będzie z ilością okej, bo długich paragrafów to ja pisać nie potrafię. x3]
Carmen siedziała w kawiarni przy oknie. Stukała obcasem o podłogę. Przed nią stał laptop, a na przeciwko siedział Ian pijący gorącą czekoladę. Kobieta uśmiechnęła się, kiedy po jego brodzie pociekł ciepły płyn. Wyjęła mu kubeczek z rąk i chusteczką wytarła brodę.
- Uważaj jak pijesz, skarbie - powiedziała czule uśmiechając się do chłopka. Wpatrywała się w niego jeszcze przez kilka sekund po czym wróciła do poszukiwania nauczycielki.
Jej syn od zawsze miał dziwne wymagania. Prawie wcale nie zdziwiło jej to, że chłopczyk nagle zaczął się interesować innymi językami. Owszem, wcześniej próbowała namówić go do nauczenia się francuskiego bądź hiszpańskiego - oraz podstawowo angielskiego, ale nie. On wolał nauczyć się polskiego. Carmen westchnęła. Czasami żałowała, że jest w tym wszystkim sama, ale nie potrafiła wyobrazić sobie teraz życia z Xavierem. Kilka lat temu owszem - może jeszcze nawet by zgodziła się do niego wrócić, ale teraz. Zamknęła oczy. Nie mogła o tym myśleć. To było już dawno, a jedyny ślad jaki został po byłym narzeczonym to Ian. Brunetka spojrzała w znajome zielone oczka - oczy Xaviera, które odziedziczył po nim Ian i uśmiechnęła się delikatnie. Ian odstawił czekoladę.
- I co? Znalazłaś tą nauczycielkę? - spytał - Bo ja bym tak straasznie chciał...
- Jeszcze nie - odparła - bądź cierpliwy. Mało kto w Wenecji zna polski.
- Nienauczone głupki - burknął pod nosem malec, doprowadzając tym samym kobietę do śmiechu.
Carmen poszła zamówić dla niego jeszcze jedną porcję ciasta. Wróciła do stolika po kilku minutach, po czym ponownie zaczęła przeglądać różne ogłoszenia. Kliknęła w pierwsze lepsze ogłoszenie o nauczaniu i zaczęła je przeglądać.