28 lat | 8 marca | tatuażysta | sierota | wolny | Włoch
Mieszkanko na poddaszu jednej z kamieniczek | kot brytyjski Albert, jako jedyny towarzysz
Po opuszczeniu sierocińca, skończył szkolę, a następnie podjął pracę w jednym z barów, zaś w weekendy kończył kurs tatuażu.
Po dwóch latach, ze świeżutkim dyplomem w dłoni, zjawił się w jednym z weneckich studiów " Artem", gdzie zaczął praktykę, a po jej ukończeniu, podjął pracę tatuażysty na pełny etat.
W między czasie Livio, wynajął sobie małe mieszkanko i kupił kota, a nawet się zakochał. Niestety, związek skończył się szybciej niż się zaczął, a Ricci doszedł do wniosku, że nie nadaje się do związków.
Od tamtej pory chłopak, skupił się na swojej pracy, nie szukając miłości.
Wieczorami trenuje boks, a w weekendy wpada do swojego ulubionego baru na piwo.
Karta mało wnosi, jednak wolę skupić się na wątkach. Na zdjęciu nieznany pan z tumblr'a. Zapraszam do wątków i powiązań.
[Już się Veikka tworzy dla swojego obiektu westchnień! :D]
OdpowiedzUsuń[Nie mogę się doczekać :)]
Usuń[ Ah i oh, ale to już wiesz :) Hm... Masz jakiś konkretny pomysł? Może poznali się tuż po jej przyjeździe tutaj, jakoś nawet zaczęli się dogadywać. Raz poszli razem na imprezę i zdecydowanie za dużo wypili, w wyniku czego przespali się. Rosalie speszyła się, gdyż wiedziała, że nic, ale to nic z tego nie będzie i szybko uciekła. Przez jakiś czas nie mieli ze sobą kontaktu. Jakoś później wynikła z tego przyjaźń i chociaż Collins nie przyznaje się do tego, w głębi darzy chłopaka sporym uczuciem. ]
OdpowiedzUsuńRosalie
[Idę, idę :)
OdpowiedzUsuńOd czego zacząć? Może zadzwoni do niej w środku nocy, żeby pomogła mu odholować brata do domu, bo się dosyć mocno schlał? A potem nie będzie miał jak wrócić do siebie i... Nie wiem. :D]
[ Będzie coś wiedział, ale nie będzie wiedział co, typowy facet :) Mi pasuje, to kto zaczyna? Proszę... ]
OdpowiedzUsuńRosalie
[Ale mają tylko dwa pokoje i dwa łóżka! a z bratem, który może się w każdej chwili zrzygać chyba by nie chciał spać :D]
OdpowiedzUsuń[No jak tak, to tak, jak też nie będzie w stanie do końca kontaktować, to będzie mu obojętne, gdzie go kładą, trochę na siłę pewnie :D
OdpowiedzUsuńA to można wykorzystać, haha :D Wmówić mu coś potem.]
[ Może zacznijmy od tego, że oni się już przespali i Rosalie odezwie się do niego po tej długiej ciszy i unikaniu go. ]
OdpowiedzUsuńRosalie
[dobra, to zacząć?]
OdpowiedzUsuńRosalie zawsze była uczuciowa, jej miłostki często znikały tak szybko jak się pojawiały. Nigdy jednak nie wplątała się w jakiś poważniejszy związek i właściwie sądziła, iż tego nie żałuje. Czuła, że jest jej dobrze tak jak jest. Jednak po nocy z Livio wszystko się zmieniło. Jej osobiste przekonania uległy całkiem sporej zmianie... Byli pijani, ale ona wiedziała czego pragnie. Pchała się w jego ramiona jak ćma do światła. Wiedziała, że tak nie powinno być, ale mimo tego nie powstrzymała się gdy obdarzali się namiętnymi pocałunkami. Przebudziła się dopiero po wszystkim i najzwyczajniej w świecie uciekła. Nie chciała się do tego przyznać, ale czuła coś do niego, a to uczucia nadzwyczajnie ją przerastało. Zachowała się jak mała dziewczynka, ale wewnętrzna duma nie pozwalała jej tego zmienić.
OdpowiedzUsuńW końcu jednak się przemogła i wcisnęła zieloną słuchawkę przy kontakcie z nazwą "Livio". Próbowała nawet kilka razy, ale nikt się nie zgłaszał. Uznała, że chłopak nie chce już z nią rozmawiać. Dziewczyna pragnęła już tylko przyjaźni, na żadne większe uczucie nie liczyła, wiedziała, że na to nie ma szans. Potrzebowała po prostu by był przy niej, by był obecny w jej życiu. Pragnęła jego bliskości, nawet gdy nie chciała się do tego przyznać. Przecież to było głupie, po co kochać kogoś, kto nie odwzajemnia tego uczucia? R. uważała to za bezsensowne, ale wciąż myślała o chłopaku, który nieświadomie namieszał w jej serduchu.
Uśmiechnęła się do siebie gdy jednak na wyświetlaczu pojawił się sms od chłopaka. Odetchnęła w głębi w ulgą, cały stres wyleciał z niej właśnie w tamtym momencie. Chciała zadzwonić, ale wcześniejsza odwaga już ją opuściła i mogła zebrać się jedynie na typowego dla siebie sms'a. Przygryzła dolną wargę i zaczęła wystukiwać w szybkę drobnymi paluszkami.
Coś musiało się stać? Tęskniłam. Nie masz może ochoty się spotkać?
Rosalie
Najprawdopodobniej śnił jej się przeogromny, jagodowy tort (pewnie wynikało to z uwielbienia Veikki do słodyczy, dlatego mogła uznać to za prawdziwie piękne senne marzenie), ale nie była tego pewna. Została wyrwana ze snu tak nagle, że nie zdążyła zapamiętać, co właściwie miała przed oczami jeszcze sekundę wcześniej. Dźwięk dzwoniącego telefonu wydał jej się w tym momencie nadzwyczaj irytujący. Kto w ogóle śmiał ją budzić o tej porze? Był przecież środek nocy! Miała naprawdę ciężki dzień i, jak nigdy, chciała się tym razem wyspać, choć był to przecież piątek (no, teraz już chyba sobota nad ranem), czyli dzień przeznaczony głównie na imprezy. Nie dla Veikki, wyjątkowo zmordowana i wyjątkowo późno wróciła z pracy tym razem. A kiedy spojrzała na wyświetlacz, aby w końcu dowiedzieć się, kto tak usilnie się do niej dobija, złość tylko się spotęgowała. Zobaczyła imię brata na wyświetlaczu. Wiedziała, że Mads tego wieczora pójdzie się napić, bo miał jakiś problem z dziewczyną. Coś o tym napomknął, więc domyśliła się, że chyba go rzuciła. Poszedł więc zapić smutki w alkoholu, zapewne z jakimś kolegą. Rozumiała to, ale w tej cichej umowie nie było nic na temat dzwonienia do niej w środku nocy po pijaku, aby bełkotać jakieś niezrozumiałe rzeczy. Bo tego właśnie się spodziewała. Ale wspominała mu o tym, że naprawdę wcześnie chce się położyć i spać do późna, aby w końcu odespać cały pracowity tydzień. Mógłby się czasem opanować. Albo po prostu tyle nie pić. Nawet jeśli rozstanie z dziewczyną wydawało mu się w tym momencie tragedią. Cóż, nie ta, to inna, najwyraźniej ta nie była go warta.
OdpowiedzUsuńZaraz jednak pomyślała o tym, że może jednak faktycznie coś się stało. Może miała tylko wysłuchać bełkotu pijanego brata, który zadzwonił akurat do niej, bo ten numer miał zapisany jako pierwszy. A może jednak coś poważnego się działo i wcale nie wypił, tylko teraz dzwonił do niej z poważną informacją. Ewentualnie ktoś inny dzwonił z jego telefonu, aby, przykładowo, poinformować o jakimś straszliwym wypadku.
Dobra, Veikka, dość takich czarnych myśli.
Co jednak mogła poradzić, w jakiś tam sposób była do brata przywiązana i czasem naprawdę się o niego martwiła.
I chyba to tak naprawdę sprawiło, że w ogóle sięgnęła po wibrujący i grający telefon, leżący na szafce obok łóżka. Pokręciła jeszcze głową ze zrezygnowaniem, przesuwając palcem po ekranie, aby odebrać połączenie.
- Czego? – mruknęła niezbyt przyjemnie prosto do telefonu.
Jeśli to on dzwonił pijany, to nawet go to nie obejdzie. Jeśli trzeźwy, to i tak by się nie przejął. A jeśli to był ktoś inny, to trochę się zdziwi nieprzyjemnym powitaniem. Trudno.
Rosalie zbytnio nie miała ani zamiaru ani ochoty rozmawiać o tym co się stało i dlaczego to się do niego nie odzywała od ostatniego spotkania i wylądowania w łóżku. W życiu nie zdobędzie się na odwagę by wyznać mu swoje uczucia. Może i dla niego ta jedna noc nic nie znaczyła, ale dla niej właśnie całkiem sporo. Gdzieś tam głęboko, ale na prawdę głęboko w jej główce rodziło się małe wyobrażenie ich razem. Livio i Rosalie, w jej wyobraźni wspaniale to brzmiało, a wręcz idealnie. Jednakże w rzeczywistości relacja głębsza od przyjaźni chyba nie miała między nimi miejsca. Może i Collins powinna się starać o jego względy, ale była poniekąd leniuchem, który sądził, że nie warto czegoś zaczynać jeśli na starcie jest się na straconej pozycji. Będzie się wysilać i starać na marne? To z pewnością nie w jej stylu.
OdpowiedzUsuńNa obiad? Czemu nie... Nie odpisała więcej chłopakowi, bo i po co. Przecież i tak wiedział, że R. jak już coś mówi to mówi i przyjdzie. No chyba, że wszystko zacznie się palić i burzyć. Nie rozmyślając już dłużej, ubrana w czarne rurki i śnieżny sweterek zamknęła wrota do swojego mieszkanka i czym prędzej zbiegła po schodach. Dosyć szybko znalazła się na miejscu i z uśmiechem na twarzy weszła do budynku. Zapukała cichutko otwierając drzwi i powoli wchodząc do środka.
-Cześć!- przywitała się z szerokim uśmiechem na twarzy jakby tej milczącej przerwy między nimi nigdy nie było.
Rosalie
Ruda, ruda, pfff. W końcu się przefarbuje, będzie głupią blondynką i będzie też miała spokój. Tak ją to jedno słowo zirytowało… Najprawdopodobniej dlatego, że w obecnym momencie wszystko ją irytowało. Dlatego, że ktoś ją bezceremonialnie obudził w środku nocy, a co za tym idzie, powinien ponieść karę, a jakże. Jak się okazało, tym kimś nie był Mads, tylko Livio. Cóż, spodziewała się tego, że brat będzie całkowicie nabombany. Ale nie spodziewała się, że będzie musiała po niego gdziekolwiek iść. Dobra, może przyjęłaby to inaczej, gdyby byli w jakimś barze, pubie czy gdziekolwiek indziej. Wtedy całkiem logiczne wydawałoby się, że trzeba go jakoś do domu odprowadzić i padłoby w takiej sytuacji na Ricciego, skoro to z nim pił. Ale jak siedzieli u niego, to po co w ogóle ciągnąć Madsa do domu? Niech śpi tam, gdzie siedzi, nawet na podłodze. Przecież nie sprawi mu to różnicy.
OdpowiedzUsuńZła była taka w tym momencie, że nawet nie myślała o tym, aby być miłą. Zresztą, zła też była na siebie, nie tylko w tym momencie, ale przez cały czas. Za to, ze ulokowała uczucia w nieodpowiedniej osobie, która i tak nie zwracała na nią uwagi w sposób, w jaki Veikka by sobie życzyła. Zła była na siebie, ale karać miała zamiar za to Livia. Może jak będzie dla niego stosunkowo niemiła, to jej się odwidzi? I serduszko przestanie tak szaleńczo walić za każdym razem, gdy go widzi?
Tak czy siak, w pierwszej chwili zaniemówiła, nie wiedząc, co odpowiedzieć.
- Spadaj – syknęła w końcu, rozzłoszczona tą „rudą”, choć zaprzeczyć się nie dało, taki w końcu miała kolor włosów.- A nie może po prostu u ciebie zostać? Po co się teraz męczyć?
Takie rozwiązanie wydawało jej się logiczne. Aczkolwiek może Livio nie chciał, aby Mads u niego został i pewnie zarzygał mu łóżko albo podłogę. I mógłby nalegać, aby jednak jakoś kumpla odstawić do domu. Tylko, że to nie był już problem Veikki.
Mogłaby się teraz tak po prostu rozłączyć i olać sprawę. Ale tego nie zrobiła, nie wiadomo dlaczego.
- To nie jest mój brat, nie znam go – palnęła pierwsze, co przyszło jej do głowy, byle tylko się wykręcić. Brzmiało jak żart, na szczęście. Bo nawet jeśliby chciała, nie mogłaby się go wyrzec, zważywszy na to, jak podobni do siebie byli. Co samo w sobie było dosyć dziwne, zważywszy na to, że mieli wspólnego tylko jednego rodzica.
OdpowiedzUsuńPowiedziała, co powiedziała, ale i tak ruszyła się z łóżka. To już był jakiś progres, wstała. Nie wiedziała tylko dlaczego. Może dlatego, że tak naprawdę chciała tam pójść i najzwyczajniej w świecie zobaczyć Ricciego? Chociaż tyle, na więcej przecież nie liczyła. A już zwłaszcza na kino.
Nadzieja jednak się pojawiła. Zaraz jednak kopnęła się w myślach w dupsko, aby wybić sobie z głowy takie rzeczy. Mówił przecież teraz cokolwiek, byle tylko przyszła po Madsa. Później i tak by się z tego wykręcił, nawet gdyby mu przypomniała, że przecież obiecał jej kino. Albo coś. Nieważne co, i tak by tego nie zrobił. Przecież nie pokazałby się z nią nigdzie, właśnie aż za dobrze wiedziała, że nie jest typem ślicznej panienki, z którą się wychodzi gdziekolwiek, aby się nią pochwalić.
- Nie zabierzesz mnie nigdzie. Nie kłam – mruknęła jedynie zmęczonym i trochę drżącym z nadmiaru emocji głosem. I nagle zrobiło się jakoś dziwnie poważnie.
Rzeczywiście powinni porozmawiać. Sama powinna się przyznać do wszystkiego, aby jakoś oczyścić atmosferę i już więcej się nie łudzić. Ale jakoś nie potrafiła się na to zdobyć. Wolała po prostu patrzeć i marzyć, że kiedyś wszystko się ułoży.
Sięgnęła po spodnie leżące na krześle, które rzuciła tam tuż przed położeniem się do łóżka. Miała zamiar faktycznie je ubrać i pójść po brata.
- Będę za dziesięć minut, może być?
Musi być. Nie miał co kaprysić. Spróbowałby tylko.
Rosalie była pewną siebie i silną kobietą, przynajmniej jej się tak wydawało. Jeśli jednak chodziło o wyrażanie uczuć... No cóż, szło jej to opornie od zawsze. Może to dlatego, że wychowała się z ojcem, a matki nie było. Ojciec zawsze był zapracowany i mimo, iż R. wiedziała, że tatuś kocha ją ponad wszystko nie potrafił wyrazić tego słowami i ona również. Nigdy jej to nie przeszkadzało, aż do teraz. Serce podpowiadało by wyznała mu co czuje, ale niestety rozum i zwyczaje brały górę i wolała nic nie mówić. Tak o wiele łatwiej...
OdpowiedzUsuń- Obiad? Mam ochotę na hot-dogi. - uśmiechnęła się starając się ukryć dziwne uczucie, które przeleciało przez nią gdy ten złożył skromny pocałunek na jej policzku.
Nie chciała tego ujawniać, więc po prostu się uśmiechała. Była głodna i dopiero teraz to sobie uświadomiła. Wolała myśleć o tym niż o dziwnej relacji między nimi, którą właśnie odczuwała. Po chwili zastanowienia złapała go za dłoń i pociągnęła z budynku. Często miewała takie napady dziwnego zachowania, ale każdy kto ją znał już się przyzwyczaił. Jej to nie przeszkadzało nawet gdy prowadziło to czasami do małych problemów. Ważne, że żyła pełnią życia.
Wątpiła. Tak bardzo wątpiła. I w niego, ale bardziej i tak w siebie. W swój zdrowy rozsądek, który mówił co innego, ale kazał robić coś innego. Dręczyło ją to naprawdę mocno jakoś tak w środku, ale jeśli się nad tym jakoś specjalnie nie zastanawiała, to też cichło na jakiś czas. Do momentu, w którym znów w pobliżu nie pojawiał się Livio.
OdpowiedzUsuńTak naobiecywał, ale Veikka i tak podświadomie nastawiła się na to, że nic z tego nie będzie. Po to, aby później się nie rozczarować i znów nie cierpieć.
Chciała dodać jeszcze coś w stylu „tylko tydzień?” w formie żartu, aby trochę rozluźnić sytuację, bo czuła, że robi się spięta. Nie zdążyła jednak. Odłożyła telefon na szafkę i wciągnęła na tyłek spodnie. Nie chciało jej się jakoś ubierać, więc na piżamę ze smerfem narzuciła kurtkę. Potem buty na gołe stopy, bez skarpetek. I wyszła z domu, zapominając telefonu. Mieszkania też zresztą nie zamknęła. Ale to nie miało znaczenia teraz, bo teraz to się spieszyła i to było jej jedyne zajęcie. Spieszenie się, byle jak najszybciej dotrzeć na miejsce.
Orzeźwiający spacer do mieszkania Ricciego dobrze jej zrobił, choć nie otrzeźwił na tyle, aby całkowicie zmądrzała. Trochę wiało, więc też trochę zmarzła, bo kurtka nie należała do najcieplejszych, a i pod spodem nic prócz koszulki od piżamy nie miała. Marnie widziała to, jak będą za chwilę wracać tą drogą we trójkę. Nie miała pojęcia, po co w ogóle Livio do niej zadzwonił, bo łatwo dałby sobie radę sam z odprowadzeniem Madsa. Ale pewnie sam nie był już w najlepszym stanie, tak sobie pomyślała dopiero po chwili. I wtedy jakoś wszystko stawało się odrobinę bardziej zrozumiałe.
Choć i tak wolałaby, żeby jej nikt nie budził, nie zawracał głowy i po prostu dał spać.
Punktualnie dziesięć minut później zapukała do drzwi mieszkania i, nie czekając na zaproszenie, po prostu weszła. Nie wiedziała, czego się spodziewać, co zastanie na drzwiami, więc podświadomie próbowała przygotować się na wszystko. Na totalny bajzel, na środek imprezy (choć przecież muzyki nie było słychać…), na idealny porządek (akurat), a nawet na to, że zastanie pana Ricci w dwuznacznej pozycji z jakąś panienką. Głupia, znowu myślała o takich rzeczach, a nie powinna.
- Już jestem – zawołała dosyć głośno, zamykając za sobą drzwi.
Rose najlepsza w ukrywaniu emocji nie była, ale starała się najbardziej jak mogła. Wmawiała sobie, że stara się przywrócić ich przyjaźń, ale w głębi wiedziała, że jednak stara się o coś więcej. To wychodziło po prostu z niej, a ona nie miała już siły hamować tych uczuć, nawet gdy są złe i prowadzą do bólu. Livio jej się podobał i z każdą chwilą powoli ta myśl do niej dochodziła, a Collins powoli ją przyjmowała do wiadomości.
OdpowiedzUsuń- Jestem głodnaa. - uśmiechnęła się do niego puszczając jego dłoń. Chciałaby żeby zostali tak na dłużej, ale przecież nie przyklei się do niego jak rzep. Nie byli razem, a on nawet nie wiedział, że kobieta coś do niego czuje. Rosaline uważała, że ta cała sytuacja jest bezsensowna i powinni porozmawiać jak dojrzali ludzi, ale słowa miały się daleko od czynów. Ona nie potrafiłaby mu powiedzieć, że tamta noc była dla niej czymś więcej i z pewnością chciałaby ją przeżyć jeszcze raz. Chciałaby przemierzać uliczki ujmując w swoją rączkę dłoń chłopaka. Gdy pojawiła się w Wenecji to właśnie chłopak był osobą, z którą najszybciej się dogadała. Nawet gdy nie mieli podobnych zdań, kłótnia rodziła się między nimi bardzo rzadko, a jak już to była to zabawna sprzeczka.
- Nic ciekawego, zbyt wiele się nie zmieniło. - odpowiedziała krótko, starając się ukryć swoje zmieszanie, które starało się wtargnąć w jej idealny uśmieszek. Niby nie chciała schodzić na ten temat, ale w głębi jednak coś ją pchało w tym kierunku. Najwyraźniej był to jej zdrowy rozsądek, który wciąż dobrze jej podpowiadał, a ona z uporem kozła go nie słuchała, a działała właśnie na przekór. Zbyt często słuchała serca i choć w tych wszystkich bajkach wciąż powtarzali, że ono dobrze podpowiada, ją sprowadzało na złą drogę. Najwyraźniej miała bardzo złe serduszko.
[Dziękuję ładnie za powitanie, a z zaproszenia oczywiście chętnie skorzystam. ;) Nie mam pojęcia, jak dobrze połączyć Rosę i Livio, ale mam wrażenie, że w jakimś sensie (mniejszym bądź większym) się dogadają. Co powiesz na to, aby kiedyś, dawniej, pracowali razem w jakimś innym barze? Wtedy Rosa mogła być jeszcze całkiem miła i szczera.]
OdpowiedzUsuńRosa
Te zdjęcie to w jakości HD, widzę.
OdpowiedzUsuńJak nie pasuje to nie oglądaj.
UsuńPo to mam oczy, żeby patrzeć, ale na takie rozpikselowane zdjęcie się po prostu nie da. Jaki blog, takie zdjęcie =)
Usuń[Jasne, to zaczekam ^^]
OdpowiedzUsuńRosa
[Wpadłam wyżebrać wątek, bo tak pusto pod moją kartą. :3 Jest może chęć? ;)]
OdpowiedzUsuńCarmen